Mały test mojego nowego towarzysza: statywu SIRUI N-2205

W listopadzie postanowiłem pożegnać się z moim wiernym i wysłużonym towarzyszem wędrówek – statywem Manfrotto 055X PRO B. Wielu z Was dobrze zna ten model dlatego myślę, że będzie on bardzo dobrym punktem odniesienia dla mojego nowego nabytku. Karbonowego cuda, owocu chińskiej myśli technicznej, statywu marki Sirui. Jako mały bonus poza recenzją na końcu tekstu znajdziecie link do „arcyprofesjonalnego” wideo wykonane telefonem z plenerów z Sirui na wybrzeżu Irlandii;)
Uwielbiam statyw 055X PROB i przyznam, że moim pierwszym zamiarem był ponowny zakup statywu marki Manfrotto. To sprawdzona i bardzo solidna konstrukcja, ufam jej w 100%. Choć piszę te słowa z całą świadomością kilku jego nieprzystępnych cech.

Pierwszą i największą z nich to waga. Szczerze – przeklinałem ten kawał aluminium, ilekroć wychodziłem na krajobrazowy plener. Jednak jego ciężar ma jedną ogromną zaletę – budzi zaufanie. Ta konstrukcja świetnie sprawdzała się w trudnych warunkach: bez trudu radziła sobie z morskimi falami, czy rwącymi rzekami. Ciężar – podświadomie utożsamiałem z solidnością
Często piszę o zaufaniu – część osób czytających ten tekst może nie rozumieć dlaczego tak często używam tego słowa. Cóż wyobraźcie sobie że wasza wymarzona i doskonała lustrzanka rozbija się o asfalt, albo wpada w morskie fale… dlatego ja ciągle o tym zaufaniu…


A Sirui? – hmmm… sirui jest lekki, niepokojąco lekki. Jego waga to zasługa zastąpienia aluminium karbonem. I cóż mogę powiedzieć – na pewno nie przeszkadza w wędrówkach, w zasadzie można zapomnieć o tym, że przypięty jest do plecaka fotograficznego. Czy w związku z tym jego mechaniczne parametry są słabsze od statywu M? Zdecydowanie nie, są nawet lepsze. Czy ufam mu tak bardzo jak M? Po kilku plenerach Sirui zdobywa moje zaufanie…
Rozmiar statywu Sirui to cecha, która podbiła moje serce! Tylko spójrzcie jak prezentuje się statyw Sirui po złożeniu (obok 055X PROB).

Nieźle? Spójrzcie teraz na wysokość obu statywów po rozłożeniu.. Sirui wcale nie odbiega od wysokości M. To zasługa bardzo mądrze pomyślanej konstrukcji – która umożliwia odwrócenie nóg statywu o 180*. To dopiero początek niespodzianek.

Poniżej jeszcze zdjęcie statywu przy plecaku – jak widzicie nie zajmuje dużo miejsca, dodajcie do tego jeszcze wagę 1,3kg (Manfrotto waży 2,4 kg). I bez strachu możecie ruszać na górskie szlaki:)

Należy dodać że niewielki rozmiar jest w dużej mierze wynikiem zastosowania 5 segmentów – ma to aspekt negatywy, złożenie statywu wymaga więcej czasu (sam proces rozkładnia jest bardzo płynny i szybki) Obawiam się jedynie, że za 2-3 lata użytkowanie statywu stanie się bardziej problematyczne. Wilgoć, piach – nie da się od wpływu tych czynników uchronić statywu, korozja z czasem może odbić się na funkcjonowaniu mechanizmu rozkładania/składania statywu.

Sirui kryje w sobie wiele niespodzianek, widać że osoby projektujące statyw starały się wyjść naprzeciw potrzebom fotografów. Tu trudno utrzymywać porównanie z 055X PROB ponieważ ten model pozbawiony jest interesujących dodatków.

Dla mnie osobiście najważniejsza dodatkowa cecha statywu Sirui to wymienna kolumna centralna. Tradycyjną kolumnę można zastąpić bardzo krótką kolumną. Uwielbiam fotografować krajobrazy z niskiej perspektywy – często długa kolumna centralna w M przeszkadzała mi aby umiejscowić aparat na poziomie gruntu. Myślę, że ta cecha może zostać doceniona również przez fotografów świata makro.

Inną ciekawostką jest możliwość odkręcenia jednej z nóg statywu, którą możemy wykorzystać jako monopod. Pomysł dobry, choć prawdę mówiąc wolałbym aby nogi mojego statywu pozostały pewnie przytwierdzone do głównej konstrukcji. Przypadkowe obluzowanie tej nogi może być bolesne finansowo…. Po kilku sesjach na zimnym wybrzeżu Irlandii, zdarzyła mi się dwukrotnie sytuacja w której nieświadomie prawie odkręciłem nogę statywu..

Kolejna ciekawostka to kolce, ukryte w nogach statywu. Możemy wysunąć je w łatwy sposób szukając dodatkowego zabezpieczenia gdy przyszło pracować nam na niepewnej powierzchni – love it!

Ponad te wspomniane powyżej ciekawostki otrzymujemy też prezent od producenta w postaci pokrowca, zestawu dodatkowych kluczy i innych drobnych dodatków. To drobiazgi, jednak cieszę się że producent o nich pamiętał.

Ile kosztuje ten statyw? Mój model wraz z głowicą kosztował 1350 zł. Myślę, że sam statyw wart jest swojej ceny. Choć prawdę mówiąc mam duże wątpliwości co do głowicy.

Co mi w niej przeszkadza?

- system blokowania aparatu na statywie jest bardzo słaby, wydaje się wręcz prowizoryczny. Jego obsługa nie jest wygodna. Najprostsza głowica Manfrotto, jest zdecydowanie pewniejszą i wygodniejszą w obsłudze konstrukcją.

-system, który odpowiada za sterowanie głowicą jest słabo oznaczony i bardzo mało intuicyjny. Myślę, że może być to kwestia przyzwyczajenia – jednak po ponad 2 miesiącach użytkowania statywu, głowica nadal bywa dla mnie źródłem frustracji.

Należy zaznaczyć, że głowica wygląda pięknie i tu również producent zadbał o dodatki, które ułatwiają życie fotografującym.

Obiecane na początku wideo:

 

Irlandia

Uwielbiam samotne krajobrazowe plenery fotograficzne. Wyjazdy, które swój początek mają jeszcze w środku nocy a ich finałem jest wschód słońca oglądany w niezwykłym miejscu.

Ostatnie tygodnie spędziłem w sąsiedztwie wspaniałego wybrzeża. Miałem więc okazję przypomnieć sobie jak wiele radości odnaleźć można w wyprawie w nieznane piękne miejsce.

Przypomniałem sobie również, że zawsze chciałem podzielić się radością, która płynie z takiego wyjazdu z innymi. Dlatego dziś zabieram Was razem ze mną.

Moja recepta na udany plener krajobrazowy jest prosta. Po pierwsze wyprawa musi rozpocząć się w nocy, a po drugie wprawa powinna być samotna. Nie zamierzam nikogo na siłę przekonywać do moich racji jednak dla mnie to przepis niezawodny.

Tym razem wyjazd swój początek ma na opustoszałej stacja kolejowej w Dublinie. Tu czeka już pociąg, którego jestem jedynym pasażerem. Wspaniały klimat! Czas ruszać…

Pociąg przywiózł mnie do małej wioski, oddalonej o kilka kilometrów od wybrzeża. Otacza mnie całkowita ciemność, a przede mną długi marsz. Tu zaczynają się problemy. Droga, która na mapie wydawała się być łatwą i szybką trasą do celu okazuje się być zamknięta. Kto do cholery grodzi pola golfowe!:)Cóż pozostało mi odnaleźć inną trasę… w mroku, bez mapy, zupełnie się pogubiłem i straciłem nadzieję na dotarcie na wybrzeże przed wschodem.

Gdy bliski już byłem rezygnacji z dalszego marszu, dopisało mi szczęście. Na ścieżce spotkałem miejscowego staruszka, który spacerował ze swoim psem. Mocno zdziwił się słysząc, że taką sobie drogę wybrałem na wybrzeże… jednocześnie zaproponował mi towarzystwo i wskazanie właściwej drogi.

Już to spotkanie było dla mnie bezcenne, a była to jedynie zapowiedź… oto krajobraz który czekał na mnie w wybrzeżu:

 

Kocham oglądać morze nocą, na opustoszałej plaży daleko od świateł miasta wygląda majestatycznie i groźnie. Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami i jeszcze małym wideo.

 

Balet – Scena Miejska

Nie wierzę w moje szczęście, pomimo mroźnej pogody oraz organizacyjnych problemów udało się zorganizować jeszcze jedną sesję baletową!:)

Tańczy dla Was Aleksandra Domagała. Było bardzo zimno, w trakcie zdjęć nieustannie musieliśmy przerywać pracę. Pomimo tak niekorzystnych warunków pracy, na twarzy Oli nawet na chwilę nie zagościło zniechęcenie. Wspaniale jest współpracować z tak pozytywnymi i profesjonalnymi osobami. Dzięki Olu!:)

Balet – scena leśna :)

Od początku tego roku czekałem na sesję baletową w plenerze. Udało się!:)Współpraca z artystkami baletu to niezwykła rzecz. Jestem pod ogromnym wrażeniem wspaniałych umiejętności dziewczyn. Tak prawdę mówiąc trochę wyrzucam sobie, że zabrałem je w miejsce gdzie miały bardzo ograniczone pole działania. Choć z drugiej strony trudno odmówić uroku krajobrazowi Ojcowskiego Parku Narodowego.

 Kto zatańczył w tej jesiennej scenerii? Bernadetta Zwierowska oraz Katarzyna Pamuła. Więcej informacji o nich możecie odnaleźć o tu www.facebook.com/ArDanceCompany

Bardzo Wam dziękuję za ten wspaniały poranek!:)

Przede mną wyjazd do Irlandii jednak mam nadzieję, że uda mi się zorganizować wcześniej jeszcze jedną sesje baletową. Jest już miejsce, jest również wspaniała tancerka, do pokonania pozostał jeszcze mur biurokracji:)

Jak wspomniałem – wyjeżdżam do Irlandii, także szykujcie się na słodkie widoczki nadmorskich wschodów słońca!:)

Marta&Maksymilian

Po małej przerwie czas na nowy wpis. Wpis krótki, bo stanowiący jedynie zaproszenie do odwidzenia galerii zdjęć ze ślubu Marty oraz Maksyma na stronie głównej – o tu www.jaroslawsaternus.pl

Jeszcze w tym tygodniu na blogu zobaczycie zdjęcia baletu wykonane w Ojcowskim Parku Narodowym! Nie mogę doczekać się zamknięcia pracy nad nimi.

A na koniec mała nowość. Brakowało mi narzędzia, które ułatwiłoby mi dzielenie się interesującymi informacjami związanymi z fotografią. Dlatego postanowił stworzyć facebookową stronę dla mojej działalności oto link do niej www.facebook.com/jaroslawsaternus Zachęcam do polubienia:)

 

T w i t t e r